Marcin Warda
OKIEM ABSOLWENTA
Podjąłem decyzję o studiowaniu kierunku wychowanie fizyczne w AWF w Białej Podlaskiej z kilku powodów, które wówczas wydawały się najważniejsze. Po pierwsze, w domu nie było za dużo pieniędzy, a sport – naturalny kierunek rozwoju – nie wymagał ogromnych inwestycji początkowych. Po drugie, inspirował mnie mój ojciec, który ukończył te same studia. Dodatkowo, dziecięce osiągnięcia w piłce nożnej i zapasach dały mi pewność, że sport to moja pasja na całe życie.
Studia na AWF-ie były pełne wzlotów i upadków, emocji, życiowych lekcji. Z jednej strony, były to niezapomniane chwile, a z drugiej – trudne momenty, które miały wpływ na moją przyszłość.
Moja pierwsza miłość, choć początkowo dawała mi szczęście, szybko stała się źródłem emocjonalnych turbulencji, które zaciemniały radość ze studiów. To była trudna, ale cenna lekcja o radzeniu sobie z emocjami i wyciąganiu wniosków z trudnych doświadczeń.
Studia to także czas, kiedy po raz pierwszy poczułem pełną wolność – pierwsze imprezy, nowe znajomości, odkrywanie siebie. Mimo trudnych chwil, uczelnia dała mi coś, co okazało się najcenniejsze – wartości, które stały się fundamentem mojego charakteru. Szacunek do innych, pewność siebie, otwartość na nowe doświadczenia – to cechy, które umożliwiły mi realizowanie pasji i zdobywanie sukcesów, takich jak udział w zawodach gimnastycznych.
Pamiętam, jak kiedyś byłem „typowym Sebiksem”, a dzisiaj z perspektywy lat wiem, że to właśnie AWF nauczył mnie dostrzegać życie z zupełnie innej perspektywy.
Po studiach poczułem się gotowy do zmiany świata – jako młody nauczyciel miałem wielkie plany, ale szybko dowiedziałem się, że awans w systemie edukacyjnym nie jest łatwy. Zderzenie z rzeczywistością dało mi pokorę i nauczyło cierpliwości. Zdecydowałem się na rozwój umiejętności miękkich, które zdobyłem w trakcie studiów – umiejętności zarządzania czasem, pracy zespołowej, czy efektywnej komunikacji. W końcu rozpocząłem pracę jako instruktor na ściankach wspinaczkowych, a równocześnie prowadziłem zajęcia z samoobrony i narciarstwa. Mimo tego, czułem, że czegoś mi brakuje. Życie stało się rutyną, a ja szukałem większego celu. Wtedy podjąłem decyzję o wyjeździe do Holandii, co okazało się prawdziwą próbą charakteru.
Praca w Holandii była ciężka i wyczerpująca, ale pomogła mi stawić czoła wyzwaniom i zrozumieć, jak ważna jest wytrwałość. Po pół roku, kiedy miałem już dość pracy fizycznej i zmagań emocjonalnych, udało mi się wyjść z depresji, dzięki wiedzy z zakresu psychologii, którą zdobyłem podczas studiów. Znalazłem słońce – dostałem własny kontrakt, swoją drużynę i poczułem się jak kapitan zespołu. Po kilku miesiącach awansowałem na kierownika zmiany. To było moje przełamanie – postanowiłem, że już nigdy nie będę prosił o stanowisko, tylko sam je stworzę. Zaryzykowałem i otworzyłem działalność gospodarczą – firmę sprzątającą, mimo że wcześniej nie miałem z tym nic wspólnego.
Początki były trudne, ale po roku zatrudniłem 15 osób, a firma zaczęła rosnąć. Niestety, uczucia znów pokrzyżowały moje plany i postanowiłem porzucić wszystko. Jednak to doświadczenie nauczyło mnie, że sukces nie przychodzi łatwo. Wystarczy chcieć i wykonać krok do przodu. I tak, jak w lekkoatletyce, wytrwałość i konsekwencja stały się kluczowe. Pamiętam, jak biegałem 1500 metrów, mimo że moje buty były już wypalone – to była lekcja życia: życie to maraton, a nie sprint.
Zrezygnowałem z biznesu, ale nie z rozwoju. Wciąż podążałem za swoimi pasjami: grałem w polsko-holenderskim serialu, zdobyłem certyfikat nurka i ukończyłem kurs spadochroniarski. Z każdej z tych przygód wyniosłem cenne doświadczenia, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że życie to pasmo nieoczekiwanych wyzwań, jeśli tylko masz odwagę iść do przodu.
Stagnacja znowu zawitała w moje życie, ale zamiast siedzieć w miejscu, zmieniłem pracę, poszukując nowych wyzwań. Praca w zespole, nowe cele, ale brak uznania sprawił, że znowu zacząłem myśleć o założeniu własnej firmy. I tak powstała spółka „BananaTwins” w Holandii.
Pierwszy projekt – Weekend Komediowy, stand-up z Maciejem Brudzewskim i Tomaszem Koleckim – to była nasza pierwsza próba w marzeniach, które teraz są na wyciągnięcie ręki. Co z tego wynika? Studiowanie daje ci kierunek, ale to ty musisz podjąć decyzję, jak wykorzystać zdobytą wiedzę. Umiejętności, które nabędziesz, będą fundamentem do osiągania kolejnych celów. Pamiętaj, że życie to maraton – liczy się wytrwałość i konsekwencja. A sukces? To wynik nie tylko talentu, ale głównie ciężkiej pracy, zaangażowania i pozytywnego nastawienia. Pamiętaj: wszystko, co masz, zawdzięczasz swojej wytrwałości. Działaj, nie czekaj na cud, a sukcesy będą przychodziły same.
Marcin Warda – absolwent kierunku wychowanie fizyczne (2015 – licencjat, 2017 – studia magisterskie).